"W zemście i w miłości
kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna"
Liczbowo :
Tylu Was tu było -
 
9496
Tylu zabrało głos -
 
1078
...a tyle osób się rozgościło -
 
14
Księga gości
 
Podobało się? Kilk jeśli tak :)
Kliknęło:
 
499
Tego chętnie słucham...
 

 











Notki
07 marzec 2012
 Sądziłam, że jest szansa na powrót do siebie... Sądziłam, że gdy "wyjdziemy" z tego i staniemy obok, na spokojnie będziemy mogli przeanalizować wszystko, przyjrzeć się temu z boku. Zrozumiemy wtedy nasze błędy, dowiemy się o co w tym wszystkim chodzi i będziemy pewni - wóz albo przewóz, w tę lub nazad. Sądziłam, że to rozstanie nam pomoze. Jemu i mnie. Na zbyt wiele chyba liczyłam...
Dziś widzę w jak wielkim błędzie byłam sądząc, ze z jego strony cokolwiek się zmieni na lepsze... Nie byłam idealna, wiem.. Zwłaszcza ostatnio, gdy czułam, że nie jestem sobą, a jakaś obca bestia siedzi mi w głowie...Podjęłam decyzję o rozstaniu licząc na to, że znajdę samą siebie, ogarnę siebie i swoje życie, a potem...to juz nieważne. 
Teraz myślę, że to była chyba jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Teraz dopiero widzę z kim tak naprawdę byłam, z kim chciałam spędzić resztę życia... Zobaczyłam jego twarz bez maski, taką, jaką jest naprawdę. Zobaczyłam jego prawdziwą twarz...
Facetów poznaje się po tym jak kończą. Święte słowa, pod którymi podpisuję się wszystkimi kończynami. A on zakończył to w sposób typowy dla swej rasy. Bolało mnie to, że za powiedzenie mu "Cześć" w drodze na uczelnię, potrafił mnie tak zmieszać z błotem i spowyzywać.. Bolało mnie to, z jaką łatwością mnie osądził, nie mając praktycznie zadnych dowodów. Czy teraz mnie nie boli? Nie. Teraz nie odczuwam nic.
Rozstaliśmy się, a ja odważyłam się mieć swoich przyjaciół, swoich znajomych, którzy okazali mi ogromne wsparcie. Dlatego stałam się puszczalską, dziwką, kompletnym dnem... Kolejny raz trafiam na kogoś, kto okazał się wewnątrz być mściwym dupkiem... Jak usłyszałam jakiś czas temu - przyciągam złych facetów. A jakich innych mogę przyciągać, skoro tylko tacy są...?
Wymazałam z siebie wszelkie pozytywne, głębsze uczucia. Nie odczuwam radości, nie ma we mnie sympati, szczęścia, zadowolenia... Gdzieś głęboko we mnie tkwi smutek, zal, gniew, rozczarowanie, a wszystko to przykryte grubą warstwą obojętności. Tak, jestem oschła i obojętna. Bez wyrazu. Nijaka. Słyszałam, że mam kompletnie puste oczy, jakby patrzyło się w niezmiernie głęboką dziurę w ziemi... Wielka ciemność, straszna nijakość.. Taka jestem naprawdę. Bez makijażu, maski, poprawek. Taka jestem i dobrze mi z tym... Nic nie odczuwam, więc nie daję się zranić, wciągnąć w uczuciowe gierki, wykorzystać. Wszystko kalkuluję, ważę na sucho. Nie dopuszczam do siebie mężczyzn. Żadnego nie traktuję jak faceta mogącego kiedyś stać się moim partnerem. Chyba, ze rywalem - do walki, współzawodnictwa, zniszczenia. Większość z facetów to typy jednego pokroju, z jednego miotu - nic nie warte ssaki, bezrozumne stworzenia. Mniejszości nie spotkałam - tej wartościowej, uczuciowej, normalnej.. Ponoć taka istnieje. Ponoć..

Wierzę w siebie. Wiem, ze mając odpowiednią motywację mogę zdziałać wiele. A motywację mam - jestem panią swojego losu. Przekalkulowałam to sobie na spokojnie, nie mieszając w to zadnych gównianych uczuć.. I jestem pewna - to mój rok. Mogę zdziałać wiele, nie oglądając się na innych, myśląc tylko o sobie, swojej wygodzie... Mogę zdziałać i wiem, ze dam radę, osiągnę swój cel. Zycie jest tylko w moich rękach. Nie pozwolę mu przeciec między moimi palcami... To moje życie. To MOJE życie...
 
 



      
Obecnie czytam...




























 

Zobacz serwisy INTERIA.PL